Mówią, że początki najtrudniejsze. Ale co z końcem? Przychodzi znaczniej ciężej. Trudniej się rozstać niż wplątać w uczucie, trudniej zamknąć pewien etap niż rozpocząć coś nowego, i wreszcie trudniej pozmywać niż zacząć gotować. A mimo to, jeśli chodzi o prowadzenie bloga ewidentnie trudniej zacząć, nawet mnie, choć rozstałam się już z dwoma. Pisane były dawno i z ciekawości chcę sprawdzić, jak bardzo zmieniłam się przez te ostatnie pare lat.
Etap na którym jestem w życiu nie jest z cyklu "na krawędzi", czy "kobieta na rozstaju dróg". Nic z tych rzeczy. Czuje się raczej na równi pochyłej - niby nie odczuwam, ale sukcesywnie spadam w dół.
Bo tak ja kiedyś - religijna, mocno związana z Bogiem, pragnąca Miłości uczucia. Przeciwieństwo mnie teraz - zatraciłam Wiarę, za to zyskałam cholerną, przytłaczającą pustkę w życiu.
Brak mi celu. A może brak energii do jego zrealizowania?
Tchórz ze mnie ostatnio straszny. Daltego szukam inspiracji, potrzebuję spojrzeć z dystansem na moje życie, dotychczasowe osiągnięcia, jakoś ochłonąc a zarazem może pocieszyć się, że nie jest tak źle.
Odnaleźć coś, mimo że za cholerę nie wiem czego szukam.
Stąd ten blog.
każdy ma swoje potrzeby pisania bloga :)
OdpowiedzUsuńznajdź swoją
pozdrawiam